sobota, 19 lipca 2014

12

***
Miałam się spotkać z Isą i Louisem w Red Lion. Usiadłam przy barze.
Nie było dzisiaj Lucasa. Może to i lepiej. 
Oczywiście musiała przyjść ta suka Carla. 
Zadzwoniłam do Mike'a żeby przyszedł do baru.
-O ! Cześć Victoria. Widziałaś może Harry'ego ?
-Mam Cię w dupie, rozumiesz ?
Uśmiechnęła się. Zauważyłam jak do środka wchodzi Mike'a. 
Chłopak usiadł koło mnie nie zauważając Carli. 
Dostałam SMS'a od Isy. Louis wszedł pierwszy, później Harry.
Szli w moją stronę. Przybliżyłam się nieco do Mike'a. 
Wiedziałam,że Hazz nie lubi Mike'a.
Byli na tyle blisko. Przyciągnęłam do siebie chłopaka. Zaczęłam go całować.
Nie zauważyłam kiedy Harry odciągnąć go na ziemię.
Zaczął bić go. 
Wyskoczyłam z krzesła. Próbowałam go odciągnąć od Mike'a. 
W końcu udało się.
-Nie musiałeś go bić - oznajmiłam wychodząc z nim na zewnątrz.
-Nie mogę patrzeć jak całujesz się z nim - warknął.
-A ja nie mam zamiaru patrzeć jak liżesz się w naszym domu.
Wsiadłam do auta Harry'ego. Nikt więcej nie mówił. Nie chciałam z nim rozmawiać.
Dziwne,że nie był z tą dziwką. Tylko zajął się mną.
Przy naszym podjeździe wyskoczyłam z samochodu. Wpadłam do naszego domu.
Pobiegłam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam mocno drzwiami. Rzuciłam się na łóżko.
Zamknęłam oczy. Kolejny plan do kitu. Nie mam już pomysłów.
Powinnam dać sobie spokój z Harry. Muszę zmienić to co do niego czuję.
Ale to jest cholernie trudne. Powinnam się z kimś pogadać. 
Do Isy raczej nie pójdę, bo się wszystkiego domyśli. Może Sophie.

***

Nie wiem kiedy zasnęłam, ale obudziłam się nie na łóżku lecz na podłodze, koło niego.
Sądzę,że spadłam. Albo nie trafiłam na materac.
Wypiłam ze dwa drinki. Pamiętam jak Harry lał Mike'a.
Wróciłam z tym idiotą do domu.
Wstałam z podłogi. Postanowiłam się przebrać. [link] Zrobiłam makijaż, zeszłam na dół.
W salonie siedział Louis, koło niego Isa. Harry'ego nie widziałam.
Usiadłam na przeciwko nich. Spojrzeli na mnie.
-Coś się stało ?-spytałam zaskoczona.
-Nic takiego - odpowiedziała Isa.
-Gdzie jest Harry ?-spytałam rozglądając się po pokoju.
-Obchodzi Cię jeszcze ?-spytał chłopak.
Obróciłam się. W drzwiach stał Harry. Wzruszyłam ramionami.
-Ryan wyjechał - oświadczył gdy przechodziłam z salonu do kuchni.
Zatrzymałam się w połowie drogi.
-Że co ?!-krzyknęłam.
-Dzwonił do mnie. Powiedział,że przykro mu iż się z Wami nie pożegnał. Ale to był nie nagły wypadek.
Podobno znalazł tego co go wsadził do więzienia - oświadczył.
Teraz to mi pękło serce. Obiecał mi przecież,że chce ze mną go załatwić.
Postanowiłam wyjść. Gdzieś. Jak najdalej stąd.
Usiadłam przy szafce w kuchni. Podsunęłam kolana podbródek. Z oczu poleciały mi łzy.
Zamknęłam oczy. Poczułam jak ktoś dotyka moje kolana.
Podniosłam głowę. Harry. Opuściłam znowu głowę.
-Wiem jak to Cię boli - powiedział.
-Nie wiesz. Dopiero co go odzyskałam i znowu straciłam - mówiłam przez łzy.
Westchnął. Strąciłam jego dłonie.
-Zostaw mnie. Idź do swojej Carli.-wrzasnęłam.
-Zamknij się. Nic mnie z nią nie łączy. Nie widzisz tego ?!-krzyknął.
-Jak mam zauważyć, jak ją ciągle tu przyprowadzasz ?-spytałam.
Na szczęście do kuchni wpadła Isa z Louisem.
-Harry wynocha - warknęła.
-Rozmawiamy. Nie widać ?-spytał
-Lou, wyprowadź go. Inaczej Cię zastrzelę - warknęła.
Harry odsunął się ode mnie. Razem z Louisem wyszli z kuchni.
Dziewczyna usiadła na przeciwko mnie.
-Vic, wiem,że ci ciężko. Ale to minie - pocieszyła mnie.
Nic nie mówiłam. Nie chce się z nią kłócić.
Wstałam z miejsca, ruszyłam do swojego pokoju. Zatrzasnęłam drzwiami.
Oparłam się o nie. Mam już dosyć.

***

Jakoś wydostałam się z domu. Poszłam do 'Fine'. Siadłam przy barze. Stał młody chłopak, może ze
dwadzieścia lat. Miał blond włosy, niebieskie oczy. Na sobie miał firmową koszulkę.
-Poproszę brandy - powiedziałam.
Mężczyzna podał mi trunek, zapłaciłam. Zaczęłam pić. Ktoś mnie szturchnął. Odwróciłam się żeby dać mu
w mordę. Matt.
Uśmiechnął się. Usiadł koło mnie jak gdyby nic.
-Co tam u Was ?-spytał.
Wzruszyłam ramionami. Wzięłam łyka i odstawiłam szklankę.
-Na długo zostajesz w Londynie ?-spytałam.
-Trochę - odpowiedział.-Muszę po zamykać kilka spraw.
-Tak jak Ryan - mruknęłam i wzięłam kolejnego łyka.
Wypiłam jednego drinka. Matt postawił mi kolejnego. I następnego.
-To już szósty. Wystarczy - mruknęłam.
-Jak chcesz. Mogę Cię odwieźć ?-spytał.
-Jakoś trafię. Albo zadzwonię do Isy - oznajmiłam.
Matt wstał. Pożegnał się i wyszedł. Wyjęłam telefon z kieszeni. Wybrałam numer.
-Isa ? Możesz po mnie przyjechać ?-spytałam.
-Zaraz będę - odpowiedziała, ale to nie był jej głos.
-Harry ?-spytałam, ale rozłączył się.
Cholera. Będzie kłótnia jak nic. Wyszłam przed budynek. Czekałam chwilę aż pojawi się Hazz.
W końcu się zjawił. Wyszedł z auta. Wsadził mnie do auta.
-Po jaką cholerę przyszłaś tu sama ?-spytał gdy wsiadł do auta.
-Nie Twój interes - warknęłam.
Nic nie powiedział. Siedziałam cicho aż do samego podjazdu. Wyszedł z auta. Wyciągnął mnie z samochodu. Poczułam,że ktoś na mnie patrzy. Odwróciłam głowę w stronę domu Emily.
Wiedziałam,że to ona. Pokazałam jej środkowego palca.
Harry wprowadził mnie do mojego pokoju. Przykryłam się kocem.
-Wiesz dlaczego to zrobiłam ? Bo nie mogę się pogodzić,że ktoś mi zostawił. Znowu - powiedziałam.
Wiedział o co mi chodzi. O Ryana.
-Gadałam z Matt'em w 'Fine' - oświadczyłam.
-Jak to "gadałaś" ?-spytał.
-Po prostu - odpowiedziałam.
Wyszedł z pokoju. Zastanawiałam się, dlaczego to on odebrał telefon. Dlaczego nie Isa, albo Lou ?
Nie pomyliłam numerów. To na pewno był numer do Isy.


***

Co się stało następnego dnia było nie do opisania. Normalnie koszmar. Nie wiem jak my sobie z tym poradzimy.






Czytasz = Komentarz
5 kom = next



Witajcie ! Razem z Violette będę prowadzić tego bloga. Bardzo dziękuję,że mnie przyjęła. Przeczytałam wszystkie rozdziały od początku. Już mam pomysł na następny rozdział.
Jeżeli ktoś chce czytać naszego bloga, niech naciśnie "Dołącz do tej witryny". 
Pozdrawiam :)

2 komentarze:

  1. <3333 Bardzo mi się podoba!!! Mam nadzieję, że szybko się pogodzą! Także wiecie. Czekam na szybkiego nexta!
    Buźki =*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę namieszałam. Mam nadzieje,że mnie autorka nie udusi. Pozdrawiam :)

      Usuń