Obudził mnie cichy śpiew Harry'ego. Powoli otworzyłam oczy. Chłopak bawił się moimi włosami. Na jego widok uśmiechnęłam się.
-Co ty tutaj robisz ? Pamiętam,że poszłam sama spać - powiedziałam.
-Przyszedłem, nie mogłem znaleźć sobie miejsca - oznajmił.
Nadal bawił się włosami. Zaczynało mnie to denerwować.
-Możesz przestać ?-spytałam zamykając oczy.-Chce spać.
-Żartujesz ? Wstawaj - wrzasnął podnosząc kołdrę do góry. Rzucił ją niedaleko drzwi.
Spojrzałam na niego. Jego kąciki ust powędrowały w górę. Złapałam za poduszkę i zaczęłam okładać go.
Chłopak złapał za drugą, która leżała na krześle. Po jakiś dziesięciu minutach walki Harry wywalił mnie z łóżka wprost na ziemie. Leżałam na podłodze z poduszką przed sobą.
Hazz stanął przede mną. Potem usiadł na moim brzuchu.
-Co teraz ?-spytał, biorąc pod pachę poduszkę. Uśmiechnęłam się. Odrzuciłam poduszkę na bok. Wyciągnęłam rękę żeby złapać za kawałek bluzki chłopaka. Mocno pociągnęłam go w swoją stronę.
Nasze twarze były kilka centymetrów od siebie. Wplotłam dłoń we włosy Loczka.
Zaczęliśmy się całować jak wariaci.
-A oni tylko o jednym - skomentował nasze zachowanie Louis. Hazz oderwał się ode mnie. Wstał i wysunął rękę w moją stronę. Pochwyciłam ją. Chłopak podniósł mnie do góry. Lou stał oparty o komodę stojącą
na przeciwko łóżka.
-Nie masz co innego do roboty ? -syknęłam do przyjaciela.-Gdzie wczoraj byłeś ?
-Nie Twój interes - warknął.
-Spoko, spytałam Luke'a - odpowiedziałam.
-Phiii, wiesz,że się Ciebie nie boję. Poza tym nie było go wczoraj - odpowiedział.
Razem z chłopakami poszłam do kuchni. Podeszłam do lodówki. Nic w niej nie było.
Zamknęłam ją. Spojrzałam na chłopaków.
-Ktoś musi iść po zakupy. Ostatnio to byłam ja. Teraz Wasza kolej - oznajmiłam.
Oboje na mnie spojrzeli.
-To możesz pójść jeszcze raz - powiedział Lou.
Hazz widział moją minę. Już miałam coś powiedzieć. Ale chłopak mi przerwał.
-Vic, pójdziemy razem - zaproponował. Ja, Harry i supermarket. Super randka.
-Co Ci szkodzi ?-spytał Lou.
-Ty się nie odzywaj, okay ?-powiedziałam.-No to chodźmy.
***
Po zakupach z Harrym wróciliśmy do domu. Po drodze przypomniałam sobie o jednej rzeczy.
-Co z Carlą ?-spytałam, chociaż mało mnie to obchodzi. Chciałam wiedzieć, czy coś wie.
-Nie byłem u niej. Ale rozmawiałem z Amandą i jest w ciężkim stanie - odpowiedział.
Już o nic nie pytałam. To co mi powiedział zdecydowanie mi wystarczy.
Doszliśmy do domu. Isa gdzieś zniknęła, a Louisa nie widziałam. Ostatnio nie wiem co się z nim dzieje.
Czasem zachowuje się jak kompletny idiota. Położyłam torby na blacie, zaczęłam wyjmować produkty z torby. Powkładałam je do lodówki. Hazz usiadł przed telewizorem. Zamknęłam drzwi lodówki.
Usiadłam na kolanach chłopaka. Odgarnęłam mu kosmyki włosów z czoła.
-Co byś powiedział na wspólne wakacje ?-spytałam zakładające je na ucho.
-Okay, ale gdzie ?-spytał, przytuliłam się do niego.
-Zaskocz mnie - odpowiedziałam składając pocałunek na ustach chłopaka.
Ktoś mocno trzasnął drzwiami. Oderwałam się od Harry'ego. Do salonu wszedł wściekły Lou.
Kopnął w kanapę.
-Popierdoliło Cię ?-spytałam. Chłopak nie spojrzał na mnie, usiadł na przeciwko nas.-Możesz powiedzieć o co chodzi ?
-A, szkoda gadać - odpowiedział wstając.-Jest jakaś wódka ?
Podniosłam jedną brew. Przecież Lou nie pije za bardzo wódki. Zazwyczaj brandy, whiskey lub coś innego, ale nie wódkę. Nie wiem co się z nim dzieje. Wyszedł z pomieszczenia. Spojrzałam na Harry'ego, on na mnie. Chłopak wrócił do pokoju z flaszką trunku. Odkręcił zakrętkę. Podniósł ją do góry, prosto do ust i wypił połowę, odstawił. Za jakieś kilka minut wziął kolejne łyki. Szeptałam do Harry'ego na temat naszej wycieczki.
-Co powiesz na Rio ?-spytał szeptem.
-Hmm... nie wiem. Nie przepadam za Brazylią - powiedziałam.
Lou poszedł do barku, który stał w korytarzu, na końcu. Przyniósł trzy butelki whiskey i brandy.
Odkręcił kolejną, wypił połowę, odstawił. Za jakiś czas wziął kolejnego łyka. Wypił trzy. Poszedł po kolejne. Tym razem po cztery.
-Może już starczy ?-spytałam schodząc z kolan Hazzy, bo chciał coś zjeść. Chłopak spojrzał na mnie, gdy mu wyrwałam butelkę.
-Oddaj to !-wrzasnął. Uciekłam z salonu do łazienki. Brunet zaczął walić w drzwi.-Jeżeli nie oddasz to wyważę te drzwi i Cię dorwę !-wrzasnął. Chłopak mocno zaczął walić. Jeszcze chwila, a wywaliłby te drzwi.
Coś ucichło. Usłyszałam cichy jęk.
-Możesz wyjść - oznajmił Hazz za drzwi toalety. Zabrałam butelki i powoli otworzyłam drzwi.
Rozejrzałam się. Lou leżał na brzuchu, ręce miał związane do tyłu. Harry stał nad nim i patrzył żeby nie mógł mnie dopaść.
-Ty suko !-wrzasnął Lou leżący na ziemi.
-Morda - powiedział Hazz.-Idź do kuchni i wylej to - wskazał na schody. Skinęłam głową.
Zeszłam po schodach. Będąc na dole usłyszałam huk. Butelka, która stała na zlewie rozbiła się na ziemi.
Szkło leżało koło kilku szafek. Pobiegłam na schody, by zobaczyć co się dzieje.
Hazz próbował wsadzić Louisa do jego pokoju. Ale ten się opierał.
-Wyjdziesz jak wytrzeźwiejesz - zakomunikował.
-O, szmata wróciła - powiedział Lou. Mimo że był nachlany to dobrze widział.
-Zamknij tą mordę i wchodź - oznajmił.
Zaczęli się szarpać. Stałam i patrzeć na nich. Lou wyrwał się. Zaczął biec w moją stronę. Zaczęłam krzyczeć. Nie miałam gdzie uciec, więc zaciągnął mnie w róg.
Patrzył na mnie jakby chciał mnie zabić. Szukałam czegoś co mogło nadawać się do obrony. Jednak nic nie znalazłam. Chłopak się zbliżał.
________________________________
5 komentarzy - next
Przepraszam,że dopiero teraz. Ale brak czasu spowodowany szkołą, po drugie nie miałam zbytnio weny.
Mam nadzieje,że się spodoba. Pewnie Viola mnie zabije za to z Lou. Ale nie miałam co wymyślić. Zapewne Lou wziął (obliczonka) hmm.... siedem butelek, ale wypił cztery bądź pięć - nie wiem. Ale wiem,że po tylu litrach alkoholu można być nachlanym. Dobra, koniec gadania. Czekam na komentarze.
Pozdrawiam :***
Czasem zachowuje się jak kompletny idiota. Położyłam torby na blacie, zaczęłam wyjmować produkty z torby. Powkładałam je do lodówki. Hazz usiadł przed telewizorem. Zamknęłam drzwi lodówki.
Usiadłam na kolanach chłopaka. Odgarnęłam mu kosmyki włosów z czoła.
-Co byś powiedział na wspólne wakacje ?-spytałam zakładające je na ucho.
-Okay, ale gdzie ?-spytał, przytuliłam się do niego.
-Zaskocz mnie - odpowiedziałam składając pocałunek na ustach chłopaka.
Ktoś mocno trzasnął drzwiami. Oderwałam się od Harry'ego. Do salonu wszedł wściekły Lou.
Kopnął w kanapę.
-Popierdoliło Cię ?-spytałam. Chłopak nie spojrzał na mnie, usiadł na przeciwko nas.-Możesz powiedzieć o co chodzi ?
-A, szkoda gadać - odpowiedział wstając.-Jest jakaś wódka ?
Podniosłam jedną brew. Przecież Lou nie pije za bardzo wódki. Zazwyczaj brandy, whiskey lub coś innego, ale nie wódkę. Nie wiem co się z nim dzieje. Wyszedł z pomieszczenia. Spojrzałam na Harry'ego, on na mnie. Chłopak wrócił do pokoju z flaszką trunku. Odkręcił zakrętkę. Podniósł ją do góry, prosto do ust i wypił połowę, odstawił. Za jakieś kilka minut wziął kolejne łyki. Szeptałam do Harry'ego na temat naszej wycieczki.
-Co powiesz na Rio ?-spytał szeptem.
-Hmm... nie wiem. Nie przepadam za Brazylią - powiedziałam.
Lou poszedł do barku, który stał w korytarzu, na końcu. Przyniósł trzy butelki whiskey i brandy.
Odkręcił kolejną, wypił połowę, odstawił. Za jakiś czas wziął kolejnego łyka. Wypił trzy. Poszedł po kolejne. Tym razem po cztery.
-Może już starczy ?-spytałam schodząc z kolan Hazzy, bo chciał coś zjeść. Chłopak spojrzał na mnie, gdy mu wyrwałam butelkę.
-Oddaj to !-wrzasnął. Uciekłam z salonu do łazienki. Brunet zaczął walić w drzwi.-Jeżeli nie oddasz to wyważę te drzwi i Cię dorwę !-wrzasnął. Chłopak mocno zaczął walić. Jeszcze chwila, a wywaliłby te drzwi.
Coś ucichło. Usłyszałam cichy jęk.
-Możesz wyjść - oznajmił Hazz za drzwi toalety. Zabrałam butelki i powoli otworzyłam drzwi.
Rozejrzałam się. Lou leżał na brzuchu, ręce miał związane do tyłu. Harry stał nad nim i patrzył żeby nie mógł mnie dopaść.
-Ty suko !-wrzasnął Lou leżący na ziemi.
-Morda - powiedział Hazz.-Idź do kuchni i wylej to - wskazał na schody. Skinęłam głową.
Zeszłam po schodach. Będąc na dole usłyszałam huk. Butelka, która stała na zlewie rozbiła się na ziemi.
Szkło leżało koło kilku szafek. Pobiegłam na schody, by zobaczyć co się dzieje.
Hazz próbował wsadzić Louisa do jego pokoju. Ale ten się opierał.
-Wyjdziesz jak wytrzeźwiejesz - zakomunikował.
-O, szmata wróciła - powiedział Lou. Mimo że był nachlany to dobrze widział.
-Zamknij tą mordę i wchodź - oznajmił.
Zaczęli się szarpać. Stałam i patrzeć na nich. Lou wyrwał się. Zaczął biec w moją stronę. Zaczęłam krzyczeć. Nie miałam gdzie uciec, więc zaciągnął mnie w róg.
Patrzył na mnie jakby chciał mnie zabić. Szukałam czegoś co mogło nadawać się do obrony. Jednak nic nie znalazłam. Chłopak się zbliżał.
________________________________
5 komentarzy - next
Przepraszam,że dopiero teraz. Ale brak czasu spowodowany szkołą, po drugie nie miałam zbytnio weny.
Mam nadzieje,że się spodoba. Pewnie Viola mnie zabije za to z Lou. Ale nie miałam co wymyślić. Zapewne Lou wziął (obliczonka) hmm.... siedem butelek, ale wypił cztery bądź pięć - nie wiem. Ale wiem,że po tylu litrach alkoholu można być nachlanym. Dobra, koniec gadania. Czekam na komentarze.
Pozdrawiam :***
WoW...
OdpowiedzUsuńAzs nie wiem, co powiedzieć... Tak świetny rozdział!!
Czekam na next!!
Co się dzieje z Lou ?
OdpowiedzUsuńSuper rozdział !! Ale co się dzieje z Lou ? On się nigdy tak nie zachowywał.
OdpowiedzUsuńWiem. Ale nie powiem teraz o co chodzi, bo to tajemnica =)
UsuńRozdział super :D
OdpowiedzUsuńDo nn weny życzę ;*
Co sie dzieje z Lou ? Nie poznaje go ;/
OdpowiedzUsuńCzekam do nn ;* mam nadzieje ze juz niedługo ;3