czwartek, 12 czerwca 2014

10

***
- Co chcesz do picia? - spytał Mike kiedy siedzieliśmy u niego w domu. Opowiedziałam mu jak to trafiłam do szpitala, a on mnie wysłuchał. Nie oceniał. Po prostu słuchał, a tego potrzebowałam.
- Colę - uśmiechnęłam się lekko. Muszę coś wymyślić. - Masz jakiś pomysł na zemstę? Bo mi w ogóle nic nie wchodzi do głowy.. - mruknęłam.
- A może... - zaczął, ale przerwał mu dzwonek do drzwi. Westchnął zirytowany i podszedł do drzwi. Wyjrzał przez wizjer, ale chyba nikogo nie zobaczył.
- Dziwne - mruknął i odszedł od drzwi. Kiedy tylko usiadł obok mnie wręczając mi szklankę coli znów ktoś zaczął dzwonić do drzwi. Ale do tego doszło głośne pukanie. 
- Ja otworzę - mruknęłam i wstałam ze swojego miejsca. Podeszłam do drzwi i nie patrząc w małe okienko otworzyłam drzwi z rozmachem. Przede mną stała dziewczyna. Blondynka, zielone oczy (chyba), mniej więcej mojego wzrostu. Ubrana tak skąpo jak ja nigdy nie byłam.
- Emm...Pomyliłaś adresy? - spytałam.
- Nie, ja do Mike'a. - mruknęła i weszła do mieszkania.
- Przepraszam? - spytałam całkiem zbita z tropu.
- Misiu gdzie jesteś? - zawyła.
- Przepraszam? - powtórzyłam się.
- Tutaj! - odkrzyknął Mike. Co?! 
Blondynka weszła do salonu, w którym przebywał mój przyjaciel (?), a ja poszłam za nią. Kiedy stanęłam przed nimi zamurowało mnie. Siedzieli na kanapie i całowali się w najlepsze. Chyba nawet zapomniał, że tam jestem. Wzruszyłam ramionami, chwyciłam moja torbę i wyszłam trzaskając drzwiami. Czemu wszyscy dookoła mają mnie w dupie?! Co jest ze mną nie tak?! A co z zemstą? Eh... Przestałam myśleć i po prostu skierowałam się do domu. 

***

- Gdzieś ty była? - spytała Isa kiedy tylko weszłam do domu. 
- U Mike'a - wzruszyłam ramionami i ruszyłam do salonu. Nikogo w nim nie było więc włączyłam telewizor i zaczęłam skakać po kanałach. Akurat leciał jakiś film. Zostawiłam na nim i zaczęłam oglądać.
- Muszę się na nim zemścić za to, że mnie zdradził - powiedziała aktorka w filmie. Zaczęłam się jej przysłuchiwać. 
- Zrób coś co go załamie - powiedziała jej przyjaciółka. Przechyliłam głowę w bok.
- Co? - spytała zdezorientowana.I wtedy jej przyjaciółka powiedziała coś co wydało się być idealne. Dzięki ci filmie za świetny pomysł. To będzie zemsta...Teraz tylko nakłonić go do tego...

***

- Louis proszę! - jęknęłam po raz kolejny. Nie rozumiem czemu on nie chce się zgodzić...
- Nie Victoria! Jesteś moją przyjaciółką, nie mogę tego zrobić - powiedział.
- Jakoś z Isą nie było problemu - prychnęłam przypominając sobie tamtą noc.
- Byłem wtedy pijany! - bronił się.
- To żadne wytłumaczenie. No proszę...Zrobię co zechcesz tylko się zgódź!
- Dobra, już dobra, ale przestań gadać! - powiedział i lekko się uśmiechnął.
- Dziękuję! - krzyknęłam i mocno go przytuliłam. Ten pomysł jest tak doskonały, aż można powiedzieć, że idealny. Sama bym nigdy na takie coś nie wpadła. To jest takie...Takie...Brak mi słów! I dopiero teraz przekonam się czy on coś do mnie czuje czy nie. Jeśli nie, to trudno. Na pewno nie będę skakać z mostu. Chyba... Wzruszyłam ramionami sama do siebie i poszłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i uśmiechnęłam do sufitu. Muszę się przebrać! Harry wraca do domu za godzinę!
Szybko wstałam i podeszłam do szafy. Nie zamierzam się stroić więc wyjęłam po prostu szorty, czarną bokserkę i żółty sweterek. Przebrałam się, a na stopy założyłam żółte balerinki. [zobacz]. Oczy pomalowałam tuszem i zasiadłam przy toaletce aby pomalować paznokcie. Nie to, że się stroję. Kiedy skończyłam, a lakier wysechł zostało mi pół godziny do powrotu Harrego. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zaczęłam myśleć nad fryzurą. W końcu postanowiłam, że zrobię warkocza.
- Vic! Harry już jest! - usłyszałam krzyk Louisa z dołu. Co? Tak wcześnie? Fuknęłam i szybko zbiegłam po schodach. Louis stał przy komodzie tak jak się umawialiśmy. Stanęłam przed nim i założyłam ręce na biodra. Oby się udało. Kiedy usłyszałam hałas za drzwiami wiedziała, że jest blisko więc przysunęłam się bliżej przyjaciela. Trudno będzie mi to zrobić, ale nie ma już odwrotu. Popatrzyłam w oczy Louisa i zauważyłam niepewność. Tak mi też będzie dziwnie to zrobić. Kiedy usłyszałam jak Harry naciska na klamkę nie zastanawiając się szybko...wpiłam się w usta Louisa i usiadłam mu na kolanach. On swoje dłonie położył na moich biodrach i pogłębił pocałunek. Zamknęłam oczy aby nie widzieć tego co robię. Otworzyłam je dopiero kiedy poczułam dłoń na ramieniu. Odkleiłam się od przyjaciela i odwróciłam się do tyłu. Harry. Stał i patrzył na mnie tępym wzrokiem.
- To może ja pójdę - mruknął Louis i po chwili go nie było. Serio? Czemu mnie tu zostawiasz na pastwę tej seksownej małpy? Nie tak to sobie wyobrażałam...
- Emm...Co to było? Czy między wami...coś jest? - spytał drapiąc się po karku.
- A co? Nie powinieneś być teraz z Carlą? - spytałam złośliwie.
- Nie powinno cię to obchodzić - warknął.
- Ty się słyszysz? Najpierw przyjechałeś po mnie z tą szmatą, a dobrze wiesz, że jej nienawidzę, później mnie spoliczkowałeś, a to za dużo jak na ciebie i dobrze o tym wiesz. Teraz przychodzisz i pytasz się o takie coś, a jak ja zadałam pytanie to mnie zbywasz. Weź się zdecyduj na coś! - krzyknęłam zła i walnęłam dłonią w szafkę.
- Ja mam się zdecydować? To ty się zdecyduj! Latasz od jednego faceta do drugiego. Raz Mike, później ktoś z klubu, potem znowu Mike, a teraz Lou. Zachowujesz się jak... - zaczął, ale nie dokończył.
- Jak dziwka? Prawda?
- Nie powiedziałem tego - zaczął się bronić.
- Ale chciałeś... Wiesz co Harry? Wcześniej tak się nie kłóciliśmy i nie wiem czemu nagle się tak stało, ale ja mam tego dość. To robi się męczące. Daj znać jak to przemyślisz. - powiedziałam na jednym wdechu powstrzymując łzy cisnące się do oczu. Odwróciłam się i ruszyłam powoli na górę, ale nagle poczułam ogromny ścisk twarzy. Zakręciło mi się lekko w głowie więc oparłam się o poręcz i spuściłam głowę. Co jest kurwa? Czemu mam skurcz?
- Vic, wszystko ok? - spytał Harry i położył dłoń na moim ramieniu. Szybko się wyprostowałam i strzepnęłam ją.
- Nie dotykaj mnie - warknęłam i szybko ruszyłam ku pokojowi. Kiedy tylko się w nim znalazłam rzuciłam się na łóżko, a następnie zwinęłam w kulkę. Skurcz powoli mijał, a moją głowę nawiedzały pytania. Co to jest? Dlaczego? Czemu akurat na twarzy? Nie słyszałam o czymś takim...
Poleżałam tak z dwadzieścia minut, a kiedy moje mięśnie wróciły do normy wstałam. Rozejrzałam się po pokoju i podeszłam do telefonu, który kilka minut temu wibrował. Odblokowałam go i zobaczyłam jedną wiadomość od Mike'a.
,,Ej Vic przepraszam, to tylko Lizy, proszę spotkajmy się dziś o 19 u mnie''
Przeczytałam, ale nie odpisałam. Usunęłam wiadomość, a telefon rzuciłam na łóżko. Postanowiłam, że pójdę na imprezę i zapomnę o wszystkim. Znów podeszłam do szafy i ją otworzyłam. Zaczęłam wyjmować kolejne ciuchy i do siebie przykładać, ale nic nie było warte mojej uwagi. Nagle trafiłam na jedną z moich cudownych sukienek. Do tego wybrałam czarną kurtkę ze skóry i czarne szpilki. [zobacz]. Sukienka była w sam raz długa, aby zakryć mój opatrunek na nodze. Poszłam do łazienki, w której się przebrałam. Zdjęłam bandaż z ręki i zobaczyłam kilka kresek. Trudno... Wróciłam do pokoju i zasiadłam przy toaletce. Zrobiłam sobie mocny makijaż składający się z cieni, eyelinera, tuszu i szminki. Wyperfumowałam się, a w uszy wsadziłam małe kolczyki. Zaczęłam zastanawiać się nad fryzurą. W końcu postanowiłam zrobić zwykłego koka z wypełniaczem <klik> i byłam gotowa do wyjścia. Wstałam z krzesełka i wzięłam w dłonie czarną torebkę. Schowałam do niej kilka drobiazgów i ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Wyglądam prawie dobrze. Wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się do swojego odbicia i zeszłam powoli po schodach. Wstąpiłam jeszcze do salonu, w którym siedział Harry i Louis. Ten pierwszy złowrogo patrzył na szatyna, a on udawał, że tego nie widzi i oglądał telewizję. Lub serio tego nie widział.
- Wychodzę - oznajmiłam i oparłam się o framugę.
- Gdzie? - spytał szybko Hazz.
- Ciebie nie powinno to obchodzić - prychnęłam i przeniosłam swój wzrok na Louisa. Popatrzył na mnie i lekko się uśmiechnął.
- Nie wróć późno - powiedział Lou.
- Nie wiem czy w ogóle dzisiaj wrócę, ale ok - mruknęłam i się odwróciłam. Już miałam odchodzić kiedy nagle głos Harrego mnie zatrzymał.
- Możemy pogadać? - spytał.
- Nie mamy o czym - prychnęłam i szybko odeszłam. Wyszłam na dwór i wyciągnęłam z torebki paczkę fajek, a następnie jednego wsadziłam sobie między usta. Odpaliłam go i porządnie się nim zaciągnęłam.
- Możemy pogadać... - zaczęłam przedrzeźniać Harrego pod nosem. - A możemy się przeruchać? - dodałam i sama z siebie zaczęłam się śmiać. - Żałosne - rzuciłam i kopnęłam w kosz, stał na naszym podwórku. Przewrócił się i poturlał dwa metry dalej, robiąc przy tym dużo hałasu. Wyszłam przez bramkę, a kiedy podniosłam głowę zobaczyłam Emily.
- Czego? - warknęłam i wypuściłam dym z ust.
- Mogłabyś przestać hałasować? Próbuję śpiewać - spytała niemiło. Och...Czyżby cukiereczek umiał być niemiły? Niemożliwe...
- Mogłabyś przestać istnieć? Denerwujesz mnie - odpowiedziałam z pogardą w głosie. Zmierzyła mnie od stóp do głów i założyła ręce na piersi jakby zamierzała ze mną rozmawiać.
- Możesz przestać być taka pusta i nadęta? To jest nieznośne - powiedziała. Że co? Czy ona właśnie mnie wyzwała? Zaciągnęłam się ostatni raz papierosem, a dym wypuściłam prosto w jej twarz, aż zaczęła się krztusić. Peta wyrzuciłam i zgniotłam butem.
- Jakiś problem masz cukiereczku? - spytałam najbardziej słodkim głosem na jaki było mnie stać.
- Tak! - krzyknęła - Zachowujesz się jak suka! Nie liczysz się z innymi i robisz co tylko ci się podoba nie patrząc na innych! - dodała głośno.
- Bo nienawidzę ludzi - prychnęłam i również założyłam ręce na piersi.
- A pomyślałaś czy ludzi lubią ciebie? - spytała.
- Tu mnie masz cukiereczku. Nie pomyślałam, ale nie znaczy, że mnie to obchodzi - wzruszyłam ramionami.
- Przestań nazywać mnie cukiereczkiem! - krzyknęła, a ja zachichotałam.
- Czemu? Pasuje to do ciebie. Jesteś tak słodka, że rzygać mi się chce - powiedziałam.
- Wolę być słodką dziewczynką niż suką bez uczuć - warknęła. Przegięła, ale jeśli o tym nie wie to zrozumiała kiedy dostała. Tak, przywaliłam jej w twarz. Zachwiała się i pewnie by upadła gdyby nie jakiś chłopak za nią. Przytrzymał ją i nie pozwolił by upadła, na co ja przewróciłam tylko oczami.
- Jaki dżentelmen - zaśmiałam się pod nosem.
- Jaka suka - odpowiedział. Co?!
- A spierdalaj - rzuciłam i chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę. Czemu wszyscy mnie zawsze zatrzymują i nigdy nie mogę zrobić tego co chcę?!
- Nie takim tonem, Victoria. - powiedział z cwaniackim uśmiechem. On mnie zna!
- Co? - spytałam zdezorientowana. Czemu mnie wszyscy znają?
- Victoria, nie poznajesz mnie? - spytał i puścił Emily. Przekręciłam głowę w bok i zaczęłam myśleć...Fakt! Ja go znam. To...






Czytasz = Komentujesz
5 kom = Next

9 komentarzy:

  1. No ej! Jak możesz kończyć w takim momencie!? Ja tu z niecierpliwością czekam jakby coś... Więc prooooszę - dodaj szybko!!
    Buźki =*

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no w takim momencie....kurde niech ona powie Harremu ze go kocha.....czekam na next i zycze duzo weny :** <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Blog jest świetny ❤ czekam na nn ❤

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na nexta dużo weny

    OdpowiedzUsuń
  5. Nexttttt błagam

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział! Pisz szybko;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje zamówienie jest już gotowe i czeka na http://remindmelove.blogspot.com/ Pamiętaj, aby używać go zgodnie z regulaminem!

    OdpowiedzUsuń
  8. zajebiste czekam na nexta

    OdpowiedzUsuń