czwartek, 29 maja 2014

08

***
- Cooper wyłazisz - warknął policjant, który właśnie po dwóch godzinach wszedł do mojej celi. Fuknęłam i wstałam z podłogi. Zmroziłam wzrokiem brunetkę siedzącą w koncie na łóżku i wyszłam. Przez te dwie godzinki zdążyłam troszkę porozmawiać z Sandy. Oczywiście jak to ona, udawała twardą, a tak serio to ledwo mówiła. Żenada. 
- Czemu? - spytałam i odwróciłam się w stronę mężczyzny. Głową kiwnął za mnie, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam Ryana. Szybko do niego podbiegłam i rzuciłam mu się na szyję.
- Wpłaciłem kaucję - zaśmiał się i poklepał lekko po plecach. 
- Dzięki - mruknęłam i się od niego odsunęłam.
- Isa i chłopaki czekają na zewnątrz - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę wyjścia. Posłusznie szłam ze spuszczoną głową. Nie wiem co mi jest, ale jakoś źle się czuję.
- Vic! - usłyszałam krzyk przyjaciół, a po chwili byłam przez nich przytulana.
- Spokojnie, bo mnie udusicie - zaśmiałam się i wyswobodziłam z ich uścisku. Zmierzyli mnie wzrokiem z góry do dołu, a następnie się skrzywili. Przekręciłam głowę w bok nie rozumiejąc o co im chodzi.
- Masz coś na twarzy - powiedział Louis i do mnie podszedł. Skrzywiłam się lekko nie rozumiejąc. Nic nie jadłam przecież. Przystawił dłoń do mojej twarzy i...pstryknął mnie w nos. Wszyscy się zaśmialiśmy.
- Wracamy do domu...

***
- Pomożecie mi? - spytałam kiedy siedzieliśmy w salonie.
- Ale nie możesz jej zabić! - krzyknęła Isa. Pokręciłam przecząco głową i poprawiłam mokre włosy. Brałam prysznic kiedy przypominałam sobie o tych małolatach i o tej co mnie sprzedała policji. Opowiedziałam im i spytałam czy mi pomogą z tą Lucy. Ale oni oczywiście nie.
- Ja nie chcę jej zabijać! Chcę dać jej nauczkę. No proszę! - jęknęłam i wtedy mi się coś przypomniało - A po za tym sama zabijasz ludzi. Pozwól mi się pobawić, a jak nie to mi pomóż. - powiedziałam. Otworzyła usta żeby coś powiedzieć, ale z jej ust wydobył się tylko jęk. Zgodziła się! Zawsze kiedy nie wie co powiedzieć to się zgadza. Spojrzałam na chłopaków. Pokiwali głowami i wstali. 
- Ryan? - spytałam patrząc na niego.
- Pod warunkiem, że ty mi też pomożesz -uśmiechnął się zalotnie. Pokiwałam ochoczo głową wiedząc o co mu chodzi.
- Ale pamiętaj o jednym. Musimy dobrze zacierać ślady - ostrzegła przyjaciółka. Zgodziłam się z nią i rozsiadłam się na kanapie.
- Dzisiaj impreza, idziecie? - spytał nagle Ryan. Zaczęłam się zastanawiać.
- Odpuszczę sobie - mruknęłam. Starczy mi alkoholu na razie. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na wariatkę. No tak. Dziwne, że JA odpuszczam sobie imprezę. Zazwyczaj to jestem gościem honorowym.
- Jak to? - spytała zdziwiona Isa.
- Po prostu. Muszę odpocząć.
- Spoko. A wy? - spytał Ryan.
- Ja idę. Muszę się spotkać z Carlą - powiedział Harry.
- Ja też mogę iść - Louis.
- To i ja pójdę - Isa.
Ale chwila...Czy Harry powiedział, że musi się spotkać z Carlą? Nie wierzę! A było tak pięknie...
- Okej, to za godzinę po was przyjadę - powiedział Ryan i wstał. Pożegnaliśmy się i wyszedł. Usiadłam na kanapie i tępo wpatrywałam się w ścianę. Nie mogę w to uwierzyć. Przecież spławił ją w tym klubie! Ale na co ja głupia liczyłam? Że ja rzuci raz na zawsze i wpadnie mi w ramiona i będziemy szczęśliwi? Zresztą on nawet nie wie co ja do niego czuję! Coś jest ze mną nie tak. Chyba muszę się wybrać do lekarza. Najlepiej do psychiatry.
- Czemu nie idziesz? - spytał Harry, który właśnie się do mnie dosiadł. Wzruszyłam ramionami nawet na niego nie patrząc.
- To prawda? - szepnął. Spojrzałam na niego wytrącona z równowagi. No gościu. Teraz to nie mam pojęcia o co ci chodzi. Nie jestem jasnowidzem, nie czytam w myślach.
- Może jaśniej?
- To prawda co powiedziałaś w nocy? Że mnie kochasz? - sprostował. Ja coś takiego powiedziałam? Nie pamiętam. Ciekawe jak masz pamiętać jak byłaś pijana - podpowiada mi umysł. Fakt. Byłam zbyt pijana żeby pamiętać. Ale powiedziałam prawdę.
- Co? Nie! - zaprzeczyłam. To, że to prawda nie znaczy, że mu się przyznam. Nie teraz. Ma Carlę.
- Na pewno?
- Tak. Ja nawet tego nie pamiętam. Chyba byłam zbyt pijana i pomyliłam cię z kimś innym - mruknęła zanim przemyślałam. Dopiero kiedy zdałam sobie sprawę z moich słów chciałam wszystko cofnąć. Szkoda, że było za późno. Popatrzył na mnie smutnym wzrokiem? Chyba tak, i wstał.
- Tak myślałem. Ale to dobrze. Przynajmniej nie będziesz zazdrosna jeśli powiem ci, że jestem oficjalnie z Carlą? - spytał. Myślałam, że w tamtej chwili rzucę się na niego i wydłubię mu oczy. Jak on...Brak mi słów.
- Szczęścia - powiedziałam tylko i również wstałam. Poszłam do kuchni, w której była Isa.
- Dobrej zabawy na imprezie - mruknęłam od niechcenia i wyszłam. I znów mam humor zepsuty. I znów przez Harrego.
- Dzięki - krzyknęła za mną. Co z nimi jest nie tak? Przestałam ich obchodzić? W ogóle nie zauważają mojego złego humoru. Nie to żeby mi to przeszkadzało. Ale to dziwne. Mieszkam z nimi w jednym domu, a w ogóle ich nie obchodzę. Smutno mi. Przeszłam przez salon, w którym Hazz rozmawiał z Louisem, a następnie skierowałam się do swojego pokoju. Kiedy tylko się w nim znalazłam, rzuciłam się na łóżko. Potrzebuję snu. Poczekam aż sobie pójdą i idę spać. Nie spałam pół nocy przez tą jebaną policję. Nigdy więcej nie chcę tam być.

- Victoria my wychodzimy - usłyszałam głos Isy po dwudziestu minutach.
- Dobra - powiedziałam. Po chwili usłyszałam trzask drzwi i ciszę. Zostałam sama. Wzięłam moją piżamę składającą się z krótkich spodenek i za dużej bluzki Louisa, którą mu kiedyś zabrałam. Weszłam do łazienki, w której się rozebrałam. Wzięłam krótki, ale orzeźwiający prysznic. Kiedy wyszłam stanęłam przed lustrem. Ręcznik spadł mi do kostek i mogłam podziwiać swoje nagie ciało. Zaczęłam się sobie przyglądać. Nic nadzwyczajnego. Zwykła dziewczyna, z niezwykłą przeszłością. Zwykłe brązowe włosy, zwykła, brzydka twarz, zwykłe, grube ciało. Jestem zwykła. Zwyczajna i dlatego nie podobam się Harremu. Małe piersi, płaski tyłek. Woda zamiast mózgu. Nie mogę tego znieść. Oparłam się o umywalkę i spuściłam głowę w dół. Muszę zmyć makijaż. Ale teraz jestem zbyt rozzłoszczona aby to zrobić. Jedyne o czym marzę to coś zniszczyć. Nie myśląc długo, walnęłam całą ręką w lustro przede mną, a te rozbiło się na małe kawałeczki. Niektóre z nich wbiły się w moją rękę, a ta zaczęła krwawić. Odkręciłam kran i wsadziłam dłoń pod zimną wodę. Syknęłam. Zakręciłam wodę i się odsunęłam. Wyjęłam apteczkę z szafki, a następnie wyjęłam z niej bandaż. Owinęłam sobie rękę i schowałam rzeczy z powrotem. Wysuszyłam ciało i się ubrałam. Wyszłam z łazienki nie zwracając uwagi na rozbite lustro. Później posprzątam. Może. Rzuciłam się na łóżko.
Czy tak wiele pragnę od życia, że nie mogę tego dostać? Ja chcę być tylko kochana. Chcę być dla kogoś ważna. Nie mam rodziców, rodzeństwa, ani żadnej rodziny. Mam przyjaciół, ale to nie to. Chcę Harrego. Chcę aby zależało mu na mnie tak jak mi zależy na nim.Czy to tak wiele? Nie zauważyłam kiedy, a zapadłam w sen.

Obudziły mnie hałasy na dole, a później na schodach. Przetarłam zmęczone oczy i wstałam. Spojrzałam na zegarek. Już 3. Pewnie reszta wróciła z imprezy. Pół przytomna powlokłam się do drzwi, które otworzyłam i oparłam się o framugę. Po chwili zobaczyłam blond włosy. Ale chwila...W tym domu nie mieszka nikt z blond włosami... Chwilę później zauważyłam jak Harry wchodzi po schodach całując się z Carlą. Gdy weszli na prostą przyparł ją do ściany i wsadził dłonie pod jej sukienkę. Po chwili jej różowa sukienka opadła, a ona owinęła swoje nogi wokół jego bioder. Otworzył sobie drzwi do jego pokoju i wszedł tam. Zakryłam usta dłonią i wstrzymałam powietrze. To powinnam być ja! Nie ona! Ja! Załamana trzasnęłam drzwiami, a następnie po nich zjechałam. W tej chwili chciałam tylko zniknąć i nigdy nie powrócić. Wstałam i podeszłam do szafki, z której chwyciłam mój ulubiony scyzoryk. Otworzyłam go, a następnie zaczęłam obracać w swoich dłoniach. Niech ten ból zniknie. I zabierze ze sobą zazdrość. Nie zniosę tego dłużej. Nie myśląc dalej szybko wbiłam go sobie w nogę. Może i jestem głupia, ale w tej chwili to mnie tak odprężyło jak nic innego. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Usłyszałam kolejny hałas na dole. Na nogach jak z waty podeszłam do drzwi i znów je otworzyłam. Znów oparłam się o framugę i znów patrzyłam jak ktoś wchodzi po schodach. Tym razem była to Isa i Louis, którzy również się całowali. Skrzywiłam się. Chyba mnie nawet nie zauważyli. Przed oczami pojawiły mi się czarne plamki. Traciłam kontakt z rzeczywistością, przez tak dużą utratę krwi. Zaczęłam osuwać się po ścianie, a kiedy całkowicie upadłam usłyszałam tylko krzyk przyjaciół...


Czytasz = Komentujesz

Notka od autorki: Przepraszam, że taki krótki, ale ostatnio nie miałam w ogóle czasu. Postaram się aby następny był dłuższy. A ten komentujcie.

3 komentarze:

  1. O matko!!! Ale ciota z Harry'ego! Ja nie mogę... Ale, jeny! Błagam pisz szybko! Nie mogę się doczekać następnego!!!
    Buziaki =*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super...Prosze szybko next..nie wytrzymam niech ona mu w koncu powie ze go Kocha ..czekam ..zycze duzo weny... :** <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń