- Dziękuję i przepraszam - powiedziałam i opuściłam ramiona Harrego. Zaczęłam opowiadać im dokładnie wszystko ci działo się w moim śnie. Słuchali i co chwila potakiwali głowami. Dziwne, bo już w ogóle nie czułam się pijana. To chyba przez ten sen. Ale przynajmniej zrozumiałam, że przyjaźń jest najważniejsza w moim życiu. Nie mam rodziny. Nie mam wielu znajomych. Mam tylko ich. Są dla mnie jak rodzina. No oprócz Harrego, ale to całkiem inny temat.
- Nie martw się. Jesteśmy tu razem. Nic nam nie grozi - uspokajał mnie Harry. Pokiwałam głową i wytarłam mokre policzki. Posiedzieliśmy chwilę w swoich objęciach, dopóki nie usłyszeliśmy pukania do drzwi. Popatrzyłam na przyjaciół i oni tak samo jak ja mieli zdezorientowane miny. Kto czegoś od nas chce o...3 nad ranem? Mam tylko nadzieję, że to nie Carla. Założyłam na stopy kapcie i całą czwórką zeszliśmy na dół. Ja stanęłam w progu, a Louis podszedł otworzyć. Moim oczom ukazało się dwóch policjantów. Co kurwa?! Czego oni tu chcą? Przeskanowali wzrokiem naszą czwórkę i zatrzymali się na mnie.
- Panienka pójdzie z nami - powiedział jeden i wskazał palcem moją postać. Wytrzeszczyłam oczy i nie mogłam nic powiedzieć. Co ja zrobiłam? Okej...Może i zabiłam dzisiaj parę osób, ale w tej dzielnicy policja mi nigdy nic nie zrobiła. A tej dwójki nie znam. Muszą być z innej części Londynu.
- Że co?! - spytałam zdezorientowana, lekko podniesionym głosem.
- Dostaliśmy zgłoszenie o przetrzymywaniu i wymuszaniu informacji od nieletnich. I do tego powiadomiono nas o zabójstwie - powiedział ten wyższy. No kurwa...Teraz to się doigrała. Wiedziałam! Kurwa wiedziałam! To ta smarkula na kablowała! Zabiję ją jak ją spotkam. Nie będę miała litości.
- Nigdzie się nie wybieram - warknęłam zła i założyłam ręce na piersi. Spojrzeli po sobie, a następnie wzrokiem przeskanowali nasz korytarz.
- Nie masz wyboru. - powiedział ten starszy. Na oko gościu ma 50 lat. Ale ten drugi kogoś mi przypomina. Rude włosy... Nie wiem...
- Ja zawsze mam wybór - prychnęłam i przeskoczyłam z nogi na nogę.
- Nie tym razem - powiedział głośno jeden i do mnie podszedł. Złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę drzwi. Dobra, raz się żyje. Szybko złapałam go za rękę i mu ją wykręciłam, sama stając za nim.
- Powiedziałam, że nigdzie nie idę - warknęłam i go puściłam. Zaczął rozmasowywać swoje bolące ramię, szepcząc przy tym coś swojemu koledze. Spojrzałam na przyjaciół. Stali z szeroko otwartymi ustami i nic nie mówili, aż zaśmiałam się na ten widok.
- Nie wiem z czego ty się śmiejesz. Sprawa jest poważniejsza niż myślisz - powiedział głośno. Zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej. Facet, w moim słowniku nie ma słowa powaga.
- Weź nie pierdol - prychnęłam.
- Idziesz z nami. Chyba, że chcesz mieć większe problemy - powiedział ten starszy i do mnie podszedł. Wyciągał już ręce w moja stronę kiedy go zatrzymałam.
- Pójdę. Ale mnie nie dotykasz, rozumiesz? - syknęłam i przeszłam między nimi. Policjanci pożegnali się z moimi przyjaciółmi i wyszli za mną. Odwróciłam się ostatni raz patrząc na dom, ale nic nie zobaczyłam. Za to w oknie u sąsiadów zobaczyłam Emily. Stała i patrzyła na to całe zajście. Pokazałam jej środkowy palec, a ta od razu się schowała.
- Jedziemy - powiedział jeden i popchnął mnie do wozu.
***
- Dlaczego zabiłaś tych ludzi? - spytała policjantka, która mnie właśnie przesłuchiwała. To było jej pierwsze pytanie jakie zadała. Prychnęłam i zniżyłam się na krześle. Rozejrzałam się dookoła. Szary, mały pokój. W środku jedna szyba i mały mikrofon. I ja, siedząca przy szarym stoliku.
- Dlaczego jesteś pijana? - zmieniła temat. Milczałam. To pytanie mogła pominąć. Chyba logiczne, że jak człowiek chce to pije. A poza tym ja już nie byłam pijana, chyba.
- Gdzie są twoi rodzice? - kolejne pytanie z jej strony i brak odpowiedzi ode mnie.
- Ile masz lat? - no kurwa. Teraz to żeś dojebała babo. Wiem, że masz te popierdolone akta, więc po chuj pytasz?
- Słuchaj. Jeżeli nie zaczniesz współpracować to ściągnę tu twoich przyjaciół i nie będzie wesoło. - zagroziła. Teraz to mnie wkurwiła.
- Słuchaj! - krzyknęłam i wstałam. Oparłam się dłońmi o stół i pochyliłam w jej stronę i kontynuowałam - Pierdolę te wasze pytania i rozkazy. Mam was w dupie. Róbcie sobie co chcecie, ale moich przyjaciół zostawcie w spokoju, albo was wszystkich zabiję! - krzyknęłam zła. Stolik pod wpływem mojego ciężaru zaskrzypiał i lekko się zachwiał.
- Uspokój się. - powiedziała spokojnie. Jak ja mam się uspokoić? Kurwa!
- Sama się uspokój. Pamiętaj na przyszłość, że to ja mam władzę nie wy! I moi przyjaciele to dla mnie najważniejsze osoby więc jeśli o nich chodzi, to potrafię zabić i nie zawaham się ani chwili. Rozumiesz?! - krzyknęłam. Walnęłam pięścią w stół i chciałam kontynuować kiedy poczułam jak ktoś ciągnie mnie za ramiona do tyłu. Spojrzałam na tą osobę i zobaczyłam młodego chłopaka. Na oko 25 lat.
- Opanuj się! - krzyknął i siłą posadził mnie na krześle. - Mandy, możesz iść. Ja to dokończę - zwrócił się do blondynki przede mną. Ona skinęła głową i wyszła. Założyłam ręce na piersi i zamknęłam oczy. Nic nie powiem. Nie muszę.
- A teraz albo będziesz odpowiadać albo serio twoi przyjaciele tu zawitają. - powiedział, a ja wzruszyłam ramionami. Tak serio, to aż gotowało się we mnie na myśl o tym, że chcą tu ściągnąć moich przyjaciół. To moje bagno i ich tu nie musi być.
- Dlaczego zabiłaś tych ludzi? - zadał to samo pytanie co swoja koleżanka. Zaśmiałam się i poprawiłam włosy. Rozsiadłam się wygodniej i wpadłam na świetny pomysł. To chłopak. Młody. Można pobajerować. A do tego nie zauważyłam aby miał obrączkę na palcu.
- Wiesz... - zaczęłam i próbowałam coś wymyślić. Niestety nic nie przychodziło mi do głowy. A może jednak... Obciągnęłam niżej moją bluzkę, tak że było widać mi cały dekolt. Może i zachowuję się jak dziwka, ale to dopiero początek. - Może najpierw zrobimy coś, a później mnie wypuścisz? - spytałam zmysłowym głosem. Widziałam jak brał głębokie oddechy i jak się rumienił. W tej chwili cieszę się, że się nie przebrałam z wczorajszych ciuchów. Całkiem zapomniałam, że na tą koszulkę wylana była wódka.
- Widzę, że chcesz tylko mieć więcej problemów - powiedział i wstał. Popatrzyłam na niego zdezorientowana, a jego po chwili nie było w pomieszczeniu. Świetnie. Zostałam sama. Zła na siebie i na cały świat machnęłam ręką i przewróciłam stolik. Położyłam nogi na drugim krzesełku i odchyliłam głowę do tyłu. Zamknęłam oczy i zaczęłam się zastanawiać. Jak ja stąd wyjdę? Jestem na drugim końcu miasta. Wiedzą o moich zabójstwach. Nie mam jak się z kimś skontaktować nawet!
***
- Wstawaj - powiedział policjant po jakichś 20 minutach, który właśnie wszedł do pokoiku. Niechętnie zwlekłam się z krzesła i wyprostowałam przed nim. Zmierzyłam go od góry do dołu i pokręciłam głową w rozbawieniu. Gościu miał rozpięty rozporek i krople potu na czole. Jakby dopiero co skończył się ruchać.
- Na razie zostajesz zamknięta w areszcie na czas nieokreślony - powiedział i otworzył mi drzwi. Posłusznie wyszłam i dalej zostałam poprowadzona przez innego policjanta. Mogłam spróbować uciec, ale to by była tylko porażka. Muszę mieć plan aby to zrobić. A wymyślenie czegoś dobrego zajmie mi około tygodnia. Tak wiem. Długo. Ale ja po prostu nie umiem myśleć szybko. Wepchnął mnie do celi z dwoma łóżkami i zamknął. Super. Odwróciłam się i spojrzałam na dolną część łóżka, na której leżała jakaś dziewczyna. Miała potargane włosy i rozmazany makijaż. Chwila...Ja ją skądś znam...
- My się znamy? - spytałam i do niej podeszłam. Otworzyła oczy i zmierzyła mnie od góry do dołu.
- Tak - odpowiedziała. Zaczęłam głębiej rozmyślać i zagłębiać się w przeszłości. Wiem!
- Sandy? - podniosłam wyżej brwi. Ciekawe co ona tu robi. Zawsze cicha, spokojna, a teraz w areszcie.
- Tak.
- Co ty tu robisz? - spytałam.
- A obchodzi cię to? - warknęła. Zaśmiałam się gorzko i oparłam o ścianę. Nie lubię jej i wzajemnie. Kiedyś byłyśmy koleżankami, nawet bardzo dobrymi, ale potem ja trafiłam do poprawczaka, a ona nie. Często wciągałam ją w kradzieże i inne, a potem jej matka kazała mi się trzymać od niej z daleka. Ona sama mnie wystawiła kiedy potrzebowałam pomocy. A najgorsze w tym wszystkim było to, że odebrała mi chłopaka. Może i miałam wtedy 13 lat, ale on był moją miłością, a ona po prostu mi go zabrała. Czas na mnie.
- Nie - wzruszyłam ramionami. - Wiesz, że przejdziesz przez piekło? - spytałam.
- Co zamierzasz? - przestraszyła się. O to chodziło.
- Zapewne słyszałaś o mnie i o moich poczynaniach. Teraz ty będziesz obiektem moich pomysłów.
- Dlaczego?
- Bo cię nienawidzę...
Czytasz = Komentujesz
OMG!!! KOFFAM TO!!! AWW!!! SERIO ZARĄBISTE! TYLKO NIE KAŻ MI CZEKAĆ DŁUGO NA NASTĘPNY, BO JUŻ SIĘ GO DOCZEKAĆ NIE MOGĘ!!
OdpowiedzUsuńBUŹKI =*
Prosze next KOCHAM swietne :*** <3
OdpowiedzUsuńO LOL ! Ciekawe o co chodzi ;p Już się nie mogę doczekać kolejnego rozdziału dodawaj szybko ! <3
OdpowiedzUsuń@Sandra1DHZLLN
huhuh nie mogę się doczekać następnego <3 poinformujesz mnie u mnie na blogu? :p
OdpowiedzUsuńZAPRASZAM TEŻ DO MNIE. ;)
----------------------------------------------------------------------------------------------
http://eyes-mirror-of-the-soul.blogspot.com/
Ona - spontaniczna, szczera, z poczuciem humoru, zaskakująca optymistka.
On - pochłonięty pracą, tajemniczy, raczej poważny, bogaty biznesmen.
Oczy są zwierciadłem duszy, a jego zdecydowanie były hipnotyzujące.
Wiele osób uważa, że historia mojego życia przypomina bajkę o kopciuszku.
Jednak czy tak jest naprawdę? Musicie ocenić sami.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
hello-desirelove.blogspot.com
" Dopiero co pogodziłam się ze śmiercią rodziców, moje życie zaczynało powoli się układać, i nagle pewnego dnia, wszystko się rozsypało, mój brat miał wypadek - umarł. Zaraz po jego pogrzebie odwiedziło mnie 4 chłopaków - przyszli odebrać dług, dług mojego brata, nie miałam sumy pieniędzy jakiej oczekiwali, więc w zamian chcieli... Mnie. "
Zapraszam do mnie pisze tego bloga z kumpelą serdecznie zapraszamy http://www.learn-to-forgive.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuń