niedziela, 27 kwietnia 2014

04

- Że co?! - krzyknął i się podniósł.
- Spokojnie. Jakoś sobie poradzę. Po prostu potrzebuję chwili zapomnienia i będzie ok - powiedziałam i również wstałam. Poprawiłam bluzkę i przeszłam do korytarza. Przejrzałam się w lustrze, które tam wisiało po czym weszłam do łazienki. Oparłam się o umywalkę i zaczęłam się zastanawiać. Co pomoże mi zapomnieć choć na chwilę o tym wszystkim? Alkohol? Nie, już próbowałam i jest jeszcze gorzej. Ostra impreza? To też odpada. A może...tak! Muszę upić się do nieprzytomności, a później zaciągnąć jakiegoś faceta do łóżka. Cóż...Trudne to, to nie będzie patrząc na to jak się za mną oglądają. Wiem, że jestem atrakcyjna więc muszę to wykorzystać, nie?
Wyszłam powoli z łazienki i wróciłam do pokoju gdzie na środku stał brunet. Podeszłam do niego od tyłu i przytuliłam.
- Co zamierzasz zrobić? - szepnął i się do mnie odwrócił. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam w stronę barku, który stał w pokoju. Otworzyłam go i o mało co mi oczy nie wypadły. Przede mną stało pełno różnorakich alkoholi, o których nawet nie słyszałam. Wzięłam w swoje dłonie pierwszy lepszy i podniosłam go do góry. Chłopak pokiwał głową i usiadł na kanapie, a ja po chwili do niego dołączyłam.
- Zapomnieć - powiedziałam tajemniczo i otworzyłam butelkę.
- Chcesz szklanki? - spytał. Zgodziłam się i po chwili przede mną stały dwie szklaneczki. Wlałam do nich alkoholu i jedną podałam Mike'owi.
- Pomożesz mi?
- Tobie nie mogę odmówić - uśmiechnął się i upił łyka. Ja przechyliłam szklankę do końca i wypiłam całą jej zawartość. Z głośnym hukiem odstawiłam naczynie na stolik i szeroko się uśmiechnęłam.
***
- Pijemy dalej? - spytał brunet po naszej drugiej wypitej butelce wódki. Byłam już pijana, ale nie bardzo się tym przejmowałam. Najważniejsze w tej chwili, to zapomnienie.
- Mam lepszy pomysł - uśmiechnęłam się i się podniosłam. Lekko się zachwiałam na nogach, ale i tak po chwili siedziałam na kolanach chłopaka. Nie czekając długo wpiłam się w jego usta z namiętnością i pożądaniem. On szybko odwzajemnił moją pieszczotę i się podniósł. Podszedł do ściany, o którą mnie oparł i zdjął ramiączka moich ogrodniczek. Po chwili poczułam jego dłonie pod moją bluzkę ściskające moje piersi. Cały czas się całując przeszliśmy do jego sypialni, gdzie położył mnie na łóżku. Nasze pocałunki stały się coraz bardziej namiętne, a moje ciało pragnęło jego dotyku. Cały czas słyszałam dźwięk mojego dzwoniącego telefonu, ale się tym nie przejmowałam. Zaczęliśmy się rozbierać i wiadomo jak to się dalej potoczyło...
***
- Victoria telefon ci dzwoni - obudził mnie głos Mike'a. Nie chętnie otworzyłam oczy i poczułam jak głowa mi pulsuje. Wczorajszy wieczór był super. Szkoda, że już się skończył. Sięgnęłam dłonią na szafkę obok i nie patrząc kto dzwoni odebrałam.
- Halo? - spytałam ociężale.
- Victoria do cholery czemu nie odbierałaś? Gdzie ty jesteś? - krzyczała Isa.
- Proszę zamknij się. Głowa mnie boli.
- Coś ty robiła? Wracaj do domu. Musimy pogadać. We czwórkę.
- Nie wrócę teraz. A na pewno nie będę rozmawiała z tą małpą.
- Victoria! Za pół godziny widzę cię w domu!
Krzyknęła moja przyjaciółka i się rozłączyła. Odłożyłam telefon na szafkę, a sama odwróciłam się w stronę mojego towarzysza. Cały czas się uśmiechał. Oparłam się na łokciu i zaczęłam kreślić kółka na jego gołym torsie. Wczorajsza noc była wspaniała i choć na chwilę zapomniałam o rzeczywistości. Ale nie mogło być tak dalej, bo oczywiście troskliwa Isa musiała do mnie zadzwonić. Czemu ja w ogóle odebrałam?
- Żałujesz? - usłyszałam głos Mike'a. Spojrzałam na niego i szeroko się uśmiechnęłam. 
- Nigdy - szepnęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej. - Wybaczysz mi, że muszę już iść? Isa mnie zabije jak nie będzie mnie za pół godziny w domu.
- Pewnie. Przecież nie będę cię tu trzymał. Mam tylko nadzieję, że to nie był ostatni raz.
- Nie pierwszy i nie ostatni - cmoknęłam go lekko w usta i wstałam. Zaczęłam zbierać swoje ciuchy z podłogi i je na siebie ubierać. Gdy byłam gotowa, ręką przeczesałam włosy, wzięłam telefon i wyszłam. W ogóle nie obchodziło mnie, że wyglądam jak potwór z potarganymi włosami, bez makijażu i śmierdząca. Tak dobrze zrozumieliście. Cała śmierdzę. Głównie alkoholem, ale i tak mam to gdzieś. Najgorsze było, że za chwilę mam mieć bliskie spotkanie z przyjaciółmi. Chociaż nie wiem czy jego mogę nazwać przyjacielem. Całą drogę do domu rozmyślałam o tym co im powiem. Ale po co ja w ogóle będę im cokolwiek mówić? Jestem już pełnoletnia, a do tego samodzielna. Powiedziałam im wczoraj żeby nie dzwonili, ale oni jak zwykle nic nie rozumieją! Zła znów kopnęłam jakiś metalowy kosz, który jak się okazał, był naszym koszem. Nie fatygując się aby go poprawić weszłam na podwórko. Stanęłam na środku i zaczęłam się rozglądać. Coś mi się tu nie zgadza...Ale nie wiem co. Wzruszyłam ramionami sama do siebie i weszłam do domu. Trzasnęłam drzwiami i się o nie oparłam. Westchnęłam głośno i zamknęłam oczy.
- Gdzieś ty była i co robiła?! - usłyszałam krzyk Isy z salonu. Weszłam tam i dostałam szoku. Znów. Na jednej kanapie siedział Louis, Ryan i Isa, a na drugiej...Harry z tą szmatą Carlą.
- To chyba mój interes gdzie byłam - warknęłam i oparłam się o futrynę. Ja wcale nie jestem zazdrosna. Wcale i w ogóle.
- Victoria! - krzyknęła brunetka i się podniosła. - Siadaj tu i się w końcu zamknij!
- Dobra już się nie złość - podniosłam ręce w geście obronnym i podeszłam do wielkiej pufy, która stała między dwoma sofami. Usadowiłam się na niej i popatrzyłam na wszystkich. 
- Gdzie byłaś? - spytała Isa i wróciła na swoje miejsce.
- Daleko stąd - uśmiechnęłam się złowieszczo i ziewnęłam. Przyznaję, że się nie wyspałam. A to tylko dlatego, że zachciało jej się do mnie dzwonić i wyrywać mnie ze snu.
- Victoria czy ty możesz zachowywać się jak dorosła, a nie jak rozwydrzony bachor? - znów się uniosła brunetka. Zaśmiałam się głośno po czym wstałam i oparłam się o stół.
- Ja jestem dorosła. Właśnie spędziłam najlepszą noc w moim życiu, ale mi przerwałaś. Czym? Swoimi telefonami. Nie wyspałam się. Dlaczego? Bo zadzwoniłaś! Naprawdę mogę zaznać przyjemności, ale jak zwykle ktoś mi przerywa! Mówiłam wczoraj żebyście nie dzwonili, ani mnie nie szukali to wy tego nie rozumiecie! Mam dość. Serio mam dość. Wy możecie robić co chcecie i kiedy chcecie, a ja nie! Dlaczego? Boicie się, że pozabijam ludzi? Słusznie. Dzisiaj tak zrobię, bo mam dość. Idę się odświeżyć i wychodzę. - warknęłam i odeszłam. Może przesadziłam, ale powiedziałam całą prawdę. Teraz pójdę się umyję i wyjdę. Nie wezmę telefonu. Zgnębię trochę ludzi, zrobię porządek w mieście. Dawno miałam się za to wziąć, ale nie było czasu. Teraz się znalazł. Weszłam po schodach, a następnie do swojego pokoju. Zrzuciłam wszystko co miałam na sobie i poszłam do łazienki. Wzięłam długi i orzeźwiający prysznic, a następnie owinęłam się ręcznikiem. Weszłam do pokoju gdzie z szafy wyjęłam różowe rurki i czarny top. Ubrałam świeżą bieliznę, a na to wybrane ciuchy. Do tego ubrałam czarne trampki. Zrobiłam lekki makijaż składający się z tuszu i błyszczyku. Podeszłam do wielkiego lustra i zaczęłam podziwiać mój strój. Nie wyglądam źle. Weszłam jeszcze do łazienki gdzie zrobiłam sobie wysokiego kucyka z włosów. Gdy znów znalazłam się w pokoju za pasek spodni wsadziłam mój pistolet, a do kieszeni scyzoryk. Popsikałam się moimi ulubionymi perfumami i zeszłam na dół. Wszyscy prowadzili bardzo zaciętą rozmowę, ale nie wiem o czym.
- Wychodzę - przerwałam im i stanęłam obok jednej sofy.
- Victoria, zastanów się za nim coś zrobisz - powiedziała spokojnie Isa. Prychnęłam cicho pod nosem i założyłam ręce na piersi. Ja robię co chcę i kiedy chcę i niech oni to w końcu zrozumieją!
- Wiem co robię - warknęłam i się odwróciłam.
- Vic! Stój! - krzyknął Harry. Odwróciłam się i podeszłam jak najbliżej niego.
- Czego?! Mam cię gdzieś! Wczoraj powiedziałeś wystarczająco, więcej mi nie trzeba! - krzyknęłam i weszłam na chwilę do kuchni. Dlaczego jak jestem w tym domu to muszę się ciągle drzeć i denerwować?! To jest niedorzeczne! Chwyciłam w dłonie szklankę stojąco na suszarce i nalałam sobie wody. Wypiłam ją, a następnie rzuciłam szklanką o szafkę na przeciwko. Szkło się rozprysło, a ja zjechałam po szafce za mną. Nogi podciągnęłam pod brodę i schowałam w nich głowę. Nie płakałam, bo nie było powodu.
- Co ty robisz? - usłyszałam pytanie, które zadał Harry.
- Siedzę, nie widać? - warknęłam nawet na niego nie patrząc. Nie minęło dużo czasu, a ja poczułam na swoich kolanach jego dłonie.
- Vic...Dlaczego taka jesteś? - szepnął cicho.
- Dlaczego taka jestem?! Dlaczego? Nie wiem! Nie mam pojęcia! Ale wiem jedno. Nienawidzisz mnie, więc po co tu przylazłeś? Zostaw mnie w spokoju i wszyscy będą szczęśliwi - zaczęłam krzyczeć i podniosłam się z zimnej podłogi, przy okazji strzepując jego ręce. Podniosłam ręce do góry w geście poddania i dodałam - Ja się poddaję. Poddaję się i tyle - i wyszłam.
- O co ci chodzi? - krzyknął za mną, ale ja już nie zwracałam na to uwagi. Weszłam na chwilę do salonu gdzie wszyscy siedzieli cicho i się na siebie patrzyli. Nawet Carla.
- Po co chciałaś żebym przyszła? Żeby mnie bardziej dobić? I do tego ściągnęłaś tutaj tą szmatę? Gratuluję. Udało się, ale wybaczcie, teraz wychodzę - powiedziałam w stronę Isy i wyszłam szybkim krokiem z pokoju. Chwyciłam jeszcze z półki mój portfel i wyszłam na dwór. Odetchnęłam głęboko i usiadłam na chwilę na schodku. Jeszcze nigdy się tak z nimi nie pokłóciłam. Wiadomo zdarzały się kłótnie, ale nie takie. Coś czuję, że jak później wrócę do domu to nikt się do mnie nie odezwie. Ale trudno. Jakoś to przeżyję. Tylko co ja teraz będę robić? Nie wzięłam telefonu więc nigdzie nie zadzwonię. Ale! Miałam zrobić porządek to go zrobię... Wstałam i skierowałam się do domu Sophie i Ben'a. Sophie zawsze pomaga nam zabijać, a Ben to jej chłopak. Niestety, kiedy tylko wyszłam z podwórka przede mną stanęła Emily. Och...Jak ja jej nienawidzę...
- Czego? - warknęłam i założyłam ręce na piersi.
- Chciałam spytać czy macie pożyczyć cukier, bo mi się skończył, a chcę upiec babeczki - powiedziała cicho i spuściła głowę.
- Nie używamy takiego czegoś. Z resztą, chcesz wiedzieć to idź i się ich spytaj - prychnęłam i chciałam iść dalej, ale zatrzymał mnie jej głos.
- Pokłóciliście się? Słyszałam wasze krzyki. Może chcesz pogadać i się wyżalić?
- Ciebie chyba coś pojebało. Nie potrzebuję pomocy więc się odpierdol. - powiedziałam i odeszłam nie czekając na jej dalsze gadki. Ona mnie strasznie denerwuje. Jest zawsze tam gdzie nie trzeba. I próbuje być miła dla wszystkich. A ja? Mam jej dość.
Idąc dalej zaczęłam się zastanawiać. Do kogo iść pierwszego? Hmm...Żebym wiedziała gdzie mieszkają te gówniarze z parku to bym tam poszła, ale nie wiem. Eh.. Na razie pójdę do Sophie...
***
- Co u ciebie? - spytała brunetka kiedy weszłam do jej mieszkania.
- Potrzebuję pomocy - powiedziałam i usiadłam na kanapie - Cześć Ben - powiedziałam do chłopaka, który właśnie wszedł do pokoju. Machnął ręką, a po chwili słyszałam jak drzwi się za nim zamknęły. Wzruszyłam ramionami, a zaraz obok mnie siedziała Sophie.
- Jak mam ci pomóc? - spytała i położyła mi dłoń na ramieniu.
- Nudzi mi się i chcę zrobić trochę porządku w mieście, a nie mam nikogo do towarzystwa i pomyślałam o tobie - uśmiechnęłam się do niej.
- Oczywiście, że dotrzymam ci towarzystwa, bo jak widzisz mi również się nudzi, a Ben poszedł do pracy. A jest kilka osób zadłużonych i jakoś trzeba odzyskać pieniądze, nie? - zaśmiała się i wstała.
- Jesteś wspaniała. Czekam na dworze - powiedziałam i wyszłam. Stanęłam pod jej blokiem i zaczęłam się rozglądać. Nic ciekawego dookoła nie zauważyłam. Do czasu. Do moich uszu dotarł krzyk jakiejś dziewczyny. Na początku myślałam, że to tylko dzieci się bawią, ale kiedy zaczęła wołać o pomoc...wiedziałam, że to nie zabawa. Chwilę później z budynku wyszła Sophie i popatrzyła na mnie krzywo.
- Coś się dzieje - szepnęłam i pociągnęłam ją za rękę w stronę skąd wcześniej dochodziły krzyki. Dziewczyna nic nie mówiła tylko posłusznie za mną szła. Weszłyśmy w szczelinę między dwoma budynkami, a pod ścianą po prawe stronie zauważyłam skuloną dziewczynę. Obok niej stał jakiś facet, który coś do niej mówił. Odwróciłam się w stronę mojej towarzyszki i przyłożyłam palec do ust, aby była cicho. Powoli wyjęłam zza paska spodni broń i ją załadowałam. Dziewczyna za mną uczyniła to samo i teraz szłyśmy przy ścianie celując prosto w mężczyznę. Cały czas patrzyłam prosto na niego. Jak na razie nie zauważyli nas, więc mogłam spokojnie iść dalej. Nagle facet pociągnął dziewczynę do góry za włosy i przycisnął do ściany. Nie wytrzymałam i rzuciłam się biegiem w jego stronę. Gdy byłam blisko przystawiłam mu pistolet do skroni.
- Puść ją! - warknęłam. Mężczyzna puścił dziewczynę i podniósł ręce do góry. Odwróciłam się na chwilę w stronę Sophie, aby pokazać jej, że ma podejść, ale poczułam jak facet łapie za moje nadgarstki i je wykręca. -Zostaw mnie! - krzyknęłam.
- Trzeba było się nie wtrącać - powiedział i zaśmiał się szyderczo. Nie minęła minuta, a ja usłyszałam strzał i zobaczyłam jak facet traci siły i upada na ziemię. Sophie.
- Dzięki - powiedziałam kiedy stała obok mnie. Odwróciłam się i spojrzałam na dziewczynę przy ścianie. Nagle mnie olśniło. Przecież to jest....

Czytasz = Komentujesz

6 komentarzy:

  1. No, no, no... Dowaliłaś! Ale tak pozytywnie!!!Czekam na dalsze losy z niecierpliwością już no!!! Postaraj się dodać jak najszybciej pliiis...
    Buźki =*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział WOW . Jeszcze to zakończenie ;o Już się nie mogę doczekać następnego i mam prośbę mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach na tt ?
    @Sandra1DHZLLN " )

    OdpowiedzUsuń
  3. O.o czekam na kolejny :)

    + zapraszam do mnie na nowy rozdział :D http://firstforbiddenlove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. NO KTO?!KTO TO JEST?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Co to za kłótnia, to było mega. Ja też sądzę, że nie będą się do niej odzywać, chociaż Harry może jakoś z nią pogada i będzie spoko :D Czemu przerwałaś w takim momencie? Kurde czekam na następny :>
    Pozdrawiam ;3

    OdpowiedzUsuń