Skierowałam się do mojego pokoju. Gdy tam weszłam...na łóżku leżał Harry. Miał zamknięte oczy i chyba intensywnie o czymś myślał.
- Co tu robisz? - spytałam zakładając ręce na piersi. Chłopak otworzył oczy i na mnie spojrzał.
- Leżę - odpowiedział. - I chciałem cię o coś spytać?
- Co?
- Czemu wyszłaś? Coś powiedziałem czy jak? - spytał i usiadł na łóżku.
- Nie po prostu...no...jakoś tak - zająkałam się. Loczek spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- A nie jesteś zazdrosna? - poruszył zabawnie brwiami.
- Ja? O ciebie? Nigdy - prychnęłam.
- Czyli nie będziesz miała nic przeciwko jeśli tutaj przyjdzie? - on mnie denerwuje! On to robi specjalnie, prawda? Oczywiście, że tak!
- Nie, bo sama również się umówiłam. I tak jak powiedziałam wcześniej, wychodzę niedługo - skłamałam. Z nikim się nie umówiłam, ale co ja mam powiedzieć? Kłamstwo to moje uzależnienie...
- A z kim? - spytał i wstał z łóżka.
- Jak to z kim? Z chłopakiem. A co zazdrosny? - powtórzyłam jego pytanie. Chłopak nic nie odpowiedział tylko wyszedł z pokoju. No Victoria...i co ty teraz zrobisz? No jak to co? Pójdę na imprezę.
Podeszłam do szafy, z której wyjęłam jedną z moich ulubionych sukienek i poszłam do łazienki. Ściągnęłam ręcznik, który miałam na sobie, razem z bielizną i weszłam pod prysznic. Po umyciu dokładnie się wysuszyłam i ubrałam czystą, koronkową bieliznę. Stanęłam przed lustrem i w ręce chwyciłam lokówkę. Zakręciłam lekko końcówki włosów, a następnie spryskałam lakierem. Oczy pomalowałam czarnym i srebrnym cieniem oraz tuszem. Założyłam wybraną sukienkę i poszłam do pokoju. Podeszłam jeszcze raz do szafy, gdzie z jej dna wyjęłam jedne ze szpilek. Wsunęłam je na stopy i podeszłam do wielkiego lustra na szafie. Zaczęłam podziwiać swój cały strój. No Victoria...Wyglądasz zajebiście. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia i podeszłam do komody. Zdjęłam z wieszaka kolczyki koła i bransoletkę. Z jednej szuflady wyjęłam torebkę, do której wsadziłam chusteczki, portfel, telefon i błyszczyk. Gotowa i uśmiechnięta zeszłam powoli na dół. W salonie siedziała Isa i Louis, a w kuchni chyba był Harry.
- Wybierasz się gdzieś? - usłyszałam głos przyjaciółki. Podeszłam do jednej kanapy i zajęłam miejsce na przeciwko przyjaciół.
- Taa idę. Umówiłam się - uśmiechnęłam się. Czemu ja kłamię? No tak. Żeby Harry był zazdrosny, chyba.
- Z kim? I czemu wychodzisz o 14 w dzień? - dopytywała. No fakt. Gdzie o tej godzinie są imprezy? Chyba nigdzie... Jak zwykle nie przemyślałam swoich działań. Ale czy to nowość? Nie...Więc trzeba dalej kłamać żeby się nikt nie poznał..
- Poznałam chłopaka i zaprosił mnie do siebie, a potem idziemy na imprezę do 'Fine' - powiedziałam pierwsze co przyszło mi na myśl. Ale ja jestem głupia!
- Do ''Fine''? Nie ma lepszych miejsc? - tym razem usłyszałam głos Louisa.
- Zobaczymy. Może namówię go abyśmy poszli do ''Red Lion'' - powiedziałam głośno, aby Harry z kuchni usłyszał. Tak, to bar w którym pracuje jego ukochana Carla. To tam daje dupy facetom.
- Jak chcecie, a jak się nazywa? Kiedy i gdzie go poznałaś? - zaczęła swoje pytania Isa. Westchnęłam i założyłam nogę na nogę. Teraz muszę jej coś opowiedzieć.
- Nie znam imienia - odpowiedziała, ale widząc minę brunetki dodałam - Jeszcze. Poznałam go dzisiaj w sklepie i mnie zaprosił, więc się zgodziłam - powiedziałam zmieszana. Kurczę! W co ja się pakuję?!
- Nie ładnie tak kłamać - powiedział Harry, który właśnie wszedł do pomieszczenia.
- Nie ładnie umawiać się z dziwkami - odgryzłam się. Co ja powiedziałam?! Przecież to świadczy o mojej zazdrości! Victoria, ale ty jesteś tępa!
- O co ci chodzi? - spytał z wyrzutem.
- A o co tobie chodzi? Masz ciągle jakieś spięcia. Umówiłam się i tyle, a teraz wychodzę. Nie będę tu dłużej siedziała - warknęłam zła i wstałam. Weszłam jeszcze po schodach na górę i do swojego pokoju, z którego wzięłam scyzoryk, tak dla własnego bezpieczeństwa. Zeszłam na dół i stanęłam przy drzwiach.
- No to nie moja wina, że ona się tak zachowuje! Nie! Nie umawiam się z Carlą - usłyszałam głos Harrego. Weszłam na chwilę do salonu i zauważyłam Harrego siedzącego na jednej kanapie, i Louisa oraz Isę na drugiej.
- Wychodzę i wrócę jutro. Pa - powiedziałam i wyszłam z salonu nie czekając na odpowiedź.
Gdy byłam już na chodniku stanęłam i zaczęłam się zastanawiać. Gdzie ja mam iść i co będę robić? Wiem. Wieczorem pójdę na imprezę, ale co ja mam robić do godziny 18? I to w takim stroju? Może pójdę do sklepu, a później do magazynu...Postrzelam sobie do manekinów... Tak zrobię tak.
Wolnym krokiem ruszyłam w stronę najbliższego sklepu. Gdy szłam przez parking sklepowy coś mnie zaniepokoiło. A mianowicie czarny samochód... Czarne BMW. A do kogo należy? Oczywiście do blond pedała Nialla Horana. Już drugi raz dzisiaj... Widać pech mnie nie opuszcza. Westchnęłam poirytowana, ale weszłam do sklepu. Od razu przeszłam na dział ze słodyczami. Wzięłam w swoje dłonie batona i poszłam dalej. Gdy zauważyłam stoisko z napojami od razu się wycofałam. Blondyn się odwrócił i mnie zobaczył. Cofałam się do tyłu nie patrząc za siebie kiedy nagle poczułam, że się z czymś zderzam. Nie z czymś, a z kimś...
- Przepr... - zaczęłam, ale kiedy zobaczyłam osobę za mną to się zamknęłam. Za jeden łokieć trzymał mnie Malik, a za drugi Payne. Horan właśnie szedł w moją stronę. Gdzie się podziali wszyscy ludzie ze sklepu? Jak szłam ulicą to patrzyli się na mnie jak na dziwkę, a teraz to ich nie ma. Fuknęłam tylko i się im wyrwałam.
- Gdzie się wybierasz kwiatuszku? - spytał blondyn. Nie odpowiadając na jego pytanie ruszyłam dalej. Chwyciłam w dłonie butelkę wody i chciałam pójść w stronę kas, ale niestety nie mogłam. Czemu? Te pedały mnie zatrzymały.
- Puść. Mnie - warknęłam.
- Nie sądzisz, że to - mulat wskazał palcem na mój strój - nie jest strój do sklepu?
- A chuj cię to obchodzi - prychnęłam i znów im się wyrwałam. Tym razem bez żadnych przeszkód doszłam do kasy i zapłaciłam. Baton wsadziłam do torebki, a wodę odkręciłam. Upiłam kilka łyków i od razu poczułam się lepiej. Wyszłam ze sklepu i skierowałam się w stronę starych magazynów. Szłam powoli ulicą jedząc batona i patrząc na tych wszystkich nieszczęsnych ludzi. Starsi ludzi patrzyli na mnie jak na kosmitę. Zakochane pary patrzyły z politowaniem. A młode chłopaki patrzyli z pożądaniem. Czasem przechodziły jakieś przyjaciółeczki i patrzyły z zazdrością. Wiem, że jestem piękna i w ogóle, ale mogli by sobie oszczędzić tych swoich 'cichych' komentarzy między sobą. Właśnie mijałam jakieś trzy dziewczyny. Na oko 15 lub 16 lat. Jedna ruda, druga brunetka, a trzecia czarna. Ta trzecia lekko trąciła mnie ramieniem i wiem, że było to specjalnie. Gdy były za mną cicho się zaśmiały i coś wyszeptały. Zacisnęłam zęby i rozejrzałam się po okolicy. Nikogo wokół nie było. Nawet żaden samochód nie przejeżdżał. Taka spokojna okolica. Spojrzałam na nastolatki, a one w tym samym momencie się zatrzymały. Zaczęły między sobą rozmawiać i głośno śmiać. Nie myśląc wiele cofnęłam się parę kroków i po chwili stałam obok nich.
- O czym rozmawiacie? Podzielicie się nowinami? - spytałam słodziutkim głosem łapiąc je za ramiona. Zamknęły się i widać, że się przestraszyły.
- Nie zadzieraj z nami. Mój tata jest policjantem - powiedziała ta ruda. Zaśmiałam się gorzko po czym pociągnęłam je za ramiona za sobą. Byłam już blisko magazynu więc tam sobie z nimi porozmawiam. Oczywiście potem je wypuszczę, chyba. Kiedy doszłyśmy jedną nogą mocno pchnęłam żelazne drzwi, które się otworzyły. Weszłam ciągnąc dziewczyny za sobą. Przez cały czas siedziały cicho i nic nie mówiły. Weszłam z nimi na pierwsze piętro, a następnie do jednego z pomieszczeń. Znajdowało się tam wielkie łóżko. Może i nie było wygodne, ale zawsze coś. Popchnęłam je na nie, a sama podeszłam do szafki która tam była i się o nią oparłam.
- Lepiej wy nie zadzierajcie ze mną, bo możecie nie dożyć jutra - powiedziałam, na wcześniejsze słowa rudej. Jej przyjaciółka cicho prychnęła pod nosem. Myślała, że nie słyszałam, ale się myliła. Podeszłam do nich i złapałam tą czarną za ramiona. - Słuchaj małolato. Jeśli chcesz jeszcze żyć to się zamknij i mów kiedy ci pozwolę. - warknęłam i ją puściłam. Nogi mnie strasznie bolały od tych butów więc je zdjęłam i odstawiłam na bok. Później je założę. Podeszłam do szafki i ją otworzyłam. Wyjęłam z niej wódkę, którą zawsze tu zostawiamy. Postawiłam ją na stole obok i się o niego oparłam. Spojrzałam na przestraszone nastolatki. Ale ta jedna próbuje udawać twardą. Łał. Obok butelki położyłam papierosy z szafki i wyjęłam jednego. Odpaliłam i porządnie się zaciągnęłam. Wypuściłam dym z ust i poczułam lekkie ukojenie. Zdjęłam torebkę z ramienia, a z niej wyjęłam nożyk. Torbę odłożyłam, a z narzędziem w ręku podeszłam do dziewczyn. Ta ruda pisnęła ze strachu i złapała mocno za rękę tą czarną.
- Jak się nazywacie? - spytałam spokojnie i wzięłam kolejnego bucha.
- Nic ci do tego - odpyskowała ta czarna.
- Jesteś tego pewna? - spytałam i otworzyłam ostrze.
- Ona nazywa się Lucy - krzyknęła ruda i wskazała na brunetkę - Ja jestem Tiffany, a ona to Katy - dokończyła i zamknęła oczy. Widać bardzo się boi.
- Grzeczna dziewczynka - zaśmiałam się i poklepałam ją po ramieniu. Odsunęłam się od niej i pochyliłam się nad niejaką Katy. Najbardziej pyskatą dziewczynką. - Co u ciebie Katy? - spytałam. Wiem, że zachowuję się jak psychopatka, ale nie lubię jak się im przeciwstawia, a tym bardziej się ze mnie śmieje. Śmiały się to teraz tu siedzą.
- Wal się - szepnęła tylko. Zaśmiałam się gorzko i szybko machnęłam nożem. Nie chciałam jej nic zrobić więc nóż wbił się obok jej nogi. Ruda i ta Lucy tylko krzyknęły.
- Będziesz grzeczna czy mam wbić obok? - spytałam i wyciągnęłam nóż z materaca. Pokiwała głową i nic nie powiedziała. Wiedziałam, że prędzej czy później zmięknie. Odeszłam od nich i podeszłam do stołu. Chwyciłam w dłoń butelkę z alkoholem i upiła spory łyk. Gorzka ciecz rozpłynęła się po moim gardle dając ukojenie. Odstawiłam szkło na miejsce i oparłam się o szafkę. Założyłam ręce na piersi i popatrzyłam na nastolatki.
- Czego od nas chcesz? - spytała ta Lucy. Wzruszyłam ramionami i czekałam na dalsze pytania, ale się nie doczekałam. Westchnęłam tylko.
- Kim jesteście? - spytałam.
- Mówiłam. Jestem Tiffany, to Katy, a to Lucy - odezwała się ruda. Machnęłam ręką.
- Nie chodziło mi o to. Powiedzcie coś o sobie - zachęciłam.
- Mój chłopak wrzucił cię do wody w parku - powiedziała cicho ruda. Ten dzieciak to jej chłopak? I pewnie dlatego się śmiały.
- Jak on się nazywa? - spytałam.
- Austin - szepnęła - Ale proszę cię, nie rób mu nic. - dodała, a ja się zaśmiałam.
- Oj nie mogę ci tego obiecać kochana - powiedziałam i wyrzuciłam spalonego papierosa.
- Dlaczego taka jesteś? Dlaczego zabijasz i torturujesz? - spytała ta Lucy. Do tej pory siedziała cicho, a teraz jej się zachciało pytań. Wzruszyłam ramionami i upiłam kolejny łyk alkoholu.
- Nie wiem. Może dlatego, że nie chcę być poniżana? Może dlatego, że wychowałam się w poprawczaku? Może dlatego, że nienawidzę ludzi? Wiecie, wy macie normalne rodziny i przyjaciół. Ja tego nie mam, nie mam nic. No oprócz trójki przyjaciół. - zaczęłam gadać i cały czas popijałam wódką. Zaczynałam robić się trochę pijana. - A wiecie, że się zakochałam? Zakochałam się w przyjacielu. Bardzo go kocham, ale on mnie nie. Ma tą swoją dziwkę Carlę. Nie lubię jej wiecie? Z chęcią bym ją zabiła, ale nie mogę. Nie mogę, bo jej znajomy zabije mnie, a chcę jeszcze pożyć. - mówiłam kompletne bzdury, które przyszły mi na język. - Ale zostawmy moje życie. Wiecie, że jak widzę strach i cierpienie w oczach ludzi, których zabijam to daje mi to satysfakcję? Bardzo się cieszę kiedy leje się krew i ludzi krzyczą. Oczywiście nie zabijam niewinnych ludzi. Chociaż....Czasami może i tak. - powiedziałam i spojrzałam na pustą butelkę. Już wypiłam wszystko? Zła, rzuciłam naczyniem przez cały pokój, a butelka się rozbiła. Dziewczyny przede wzdrygnęły się, ale nic nie powiedziały. - Wiecie, że was też pewnie zabiję? Powiedziałam wam o swoim życiu, a wy powiecie to innym. A tak być nie może. Policja mi nic nie zrobi, bo się mnie boją, ale gorzej z ludźmi. Nie chcę wszystkich zabijać za to, że będą mnie wytykać palcami lub mi grozić. Wtedy bez mrugnięcia okiem by zginęli. Nie chcę rzeźni i wy pewnie też nie. - mówiłam kompletne bzdury. Wyjęłam kolejną butelkę wódki z szafki i ja otworzyłam. - Oh przepraszam. Gdzie moje maniery? Może chcecie trochę? - spytałam i pokazałam butelkę z trunkiem. Pokręcili przecząco głowami, na co ja wzruszyłam ramionami. - Nie to nie. Więcej dla mnie. - upiłam kolejne łyki i lekko zachwiałam się na nogach. Usłyszałam dzwoniący telefon więc go wyjęłam i nie patrząc kto dzwoni odebrałam.
- H-Halo? - spytałam.
- Victoria? Gdzie jesteś? - usłyszałam głos Isy.
- Z dala od tego pajaca i tej dziwki.
- Co? Gdzie ty jesteś?
- Nie wiem - zaśmiałam się.
- Vic? Piłaś? Co ty robisz?
- Tylko troszeczkę. Rozmawiam z dziewczynkami.
- Kto jest z tobą?
- Nie wiem - znów się zaśmiałam.
- Vic! Wracaj do domu. W tej chwili
- Upsik. Zapomniałam drogę. Paa
Powiedziałam i się rozłączyłam. Spojrzałam na nastolatki, ale się już chyba nie bały. Chyba.
- Na czym skończyłam? Aa już wiem. - pacnęłam się dłonią w czoło i znów upiłam łyk - Właśnie dzwoniła moja przyjaciółka wiecie? Strasznie się o mnie martwi. Jest naprawdę wspaniałą osobą. Ale równie niebezpieczną co ja. Boicie się mnie? - spytałam nagle. Pokiwały głowami, a ja się szeroko uśmiechnęłam. - To dobrze. Lubię jak ludzie się mnie boją. To takie fajne. A wiecie, że jesteście najlepsze? Nic nie mówicie i się mnie słuchacie. Zazwyczaj dopiero jak coś komuś zrobię to się wszyscy zamykają. A wam jeszcze nic nie zrobiłam, a jesteście spokojne. To w was lubię. Powiedzcie coś jeszcze o sobie. Może ty ruda. - uśmiechnęłam się i wskazałam na nią dłonią.
- Umm jestem Tiffany, a Austin jest moim chłopakiem, mam 16 lat, a on 17. Mój tata jest policjantem, a mama lekarzem - powiedziała, a ja się zaśmiałam. Nic nie powiedziałam tylko wskazałam palcem na tą Lucy.
- Mam na imię Lucy, moim chłopakiem jest Josh, to ten blond kolega Austina - powiedziała widząc moją minę. - A moja mama jest projektantką wnętrz, a tata strażakiem. A i mam 16 lat.
- Dobra teraz ty - powiedziałam i wskazałam na czarnulkę.
- Jestem Katy i więcej nie musisz wiedzieć - prychnęła, a ja do niej podeszłam.
- Jesteś tego pewna? - spytałam i pociągnęłam ją za włosy do góry. - Gadaj
- Dobra, dobra - pisnęła, a ja ją puściłam. - Jestem Katy, mam 17 lat. Moim chłopakiem jest Jake, ten taki w lokach. Moja mama jest sędzią, a tata prawnikiem. - powiedziała na jednym wdechu.
- Dobra. Wasze nazwiska? - spytałam. I tak pewnie nic nie zapamiętam zważając na mój stan, ale oj tam.
- Ja jestem Ball, ona Black - powiedziała ruda i pokazała na Lucy - A Katy to Parker. - dokończyła, a ja otworzyłam szerzej oczy. Parker?
- Ty Parker masz siostrę? - spytałam czarnulkę. Pokiwała niepewnie głową. - Jak się nazywa?
- Sandy i ma 19 lat - powiedziała cicho.
- O jak miło spotkać siostrę byłej przyjaciółki - podeszłam i przejechałam ręką po jej ramieniu - Wiesz, że powinnam was zabić? - zaśmiałam się, a ona pokiwała głową.
- To zrób to i skończ ten głupi wywiad - krzyknęła Lucy. O widzę odzyskała język.
- Przydacie mi się jeszcze. Na razie was oszczędzę - odeszłam od nich i wzięłam w dłonie mój telefon. Łał. Już 16. Jak ten czas szybko minął.
- Czemu my? - spytała ruda. Westchnęłam tylko.
- Bo mnie zdenerwowałyście - wzruszyłam ramionami i podeszłam do drzwi. Na dole ktoś jest. Słyszę kroki i rozmowy, ale kto? O tym miejscu wiedzą tylko nieliczni. Spojrzałam na przestraszone dziewczyny, a następnie na moją butelkę wódki. Przechyliłam ją i do końca wypiłam cały alkohol. Trunek palił moje gardło, a ja kolejną butelkę rzuciłam w kąt. Czemu ja w ogóle piję? Nie wiem, ale mi to pasuje.
- Co nam zrobisz? - usłyszałam pytanie od rudej.
- Uśpię was i nie będziecie nic pamiętać - wzruszyłam ramionami i podeszłam do szafki, z której wzięłam butelkę i szmatkę. Nalałam tego płynu i podeszłam do rudej. - Dobranoc - uśmiechnęłam się i przyłożyłam szmatkę do jej twarzy. Na początku się wierciła, ale po chwili opadła. Następna była ta Lucy. Ta była spokojna i po chwili leżała obok Tiffany. - Teraz ty - powiedziałam i podeszłam do Katy. Zaczęłam machać rękami i krzyczeć przez co wylała płyn z butelki. - Przegięłaś - warknęłam i uderzyłam ją w twarz. Zabolało i złapała się za policzek. Nie czekając długo, przyłożyłam jej szmatę do twarzy i ona również odpłynęła.
- Co ty robisz?! - usłyszałam krzyk zza mnie. Odwróciłam się i zobaczyłam twarz...
Czytasz = Komentujesz
Błagam Cię!!! Niestety nie wiem jaki jest rozdział drugi, ponieważ treść mi się nie wyświetla w telefonie...=( Ale ufam, iż jest boski.
OdpowiedzUsuńBuźki =*
PS Czy mogłabyś zmienić widok bloga??? Gdyż tak jak już wcześniej wspomniałam, w telefonie mi się nie wyświetla...
Jeju!!!! Tak OGROMNE dzięki za to po prostu!!! I muszę pochwalić za rozdział, bo jest na serio boski!!! Mam nadzieję, że następny będzie niedługo ;)
OdpowiedzUsuńPozdrowionka i buźki =*
Blog został pomyślnie dodany do Katalogu :)
OdpowiedzUsuńhttp://katalog-opowiadan-o-celebrytach.blogspot.com/
Proszę jeszcze o dodanie linka lub buttonu.
Pozdrawiam!
Rozdział boski *.* Serio zaciekawiło mnie to wszystko :D Idę czytać dalej ; 3
OdpowiedzUsuń